Dlaczego brakuje tu nowych wpisów?

Pewnie się zastanawiacie, dlaczego na blogu od jakiegoś czasu przestały pojawiać się nowe wpisy. Znudziło mi się? Zlikwidowałem hodowlę? Coś mi się stało? Nic z tych rzeczy, choć ostatni punkt jest najbliższy prawdy. Stało się – przeprowadziłem się.

Oczywiście (jeszcze) nie w tropiki, ale w inne miejsce w obrębie tego samego miasta. I dla moich roślin okazało się to bardzo ciężkie – z wystawy południowej musiały się przestawić na wschód – zachód oraz musiały się pogodzić z nieco niższą temperaturą w mieszkaniu, co także nie sprzyjało utrzymaniu przyzwoitej wilgotności (spróbujcie mieszkać w zimnym, wilgotnym mieszkaniu – nie polecam!). Przez to wszystko wiele z roślin albo zmarniało, albo mocno ograniczyło wzrost. Obecnie dalej posiadam pitaję, marakuję, ananasa i różę pustyni. Odnowiłem także hodowlę kilku roślin, które przeprowadzki nie przeżyły: palmy daktylowej, bananowca (tym razem inna odmiana), cytryny, awokado i papirusa.

Zobaczymy, jak się hodowla rozwinie dalej, wiadomo jedno – będzie trudniej. Ale nie należy się przez to poddawać, za to można dokonać wielu ciekawych obserwacji. Powodzenia dla nas wszystkich!

Pitaja latem

Dość dawno nie publikowałem nic na temat mojej hodowli pitaji – a jest się czym pochwalić. Roślina czuje się dobrze na oknie, choć znów rozważam danie jej większej doniczki. I chyba nadchodzi moment, kiedy będę musiał ją trochę bardziej zorganizować – podwiązać, rozdzielić, ukształtować itp. Na razie w doniczce panuje radosny chaos:

to nie gniazdo węży – to pitaja

W kalendarz z rzeczami do zrobienia muszę dopisać: poczytać, jak skłonić pitaję do przyrostu masy i sprawdzić, po jakim czasie owocuje.

Marakuja – rozwój

W ostatnich miesiącach chyba udało mi się stworzyć dobre warunki do rozwoju dla mojej marakui. Od ostatniego wpisu poczyniła potężne postępy w rozwoju:

Marakuja w drodze do sufitu

Marakui na ten moment dwie podpórki nie starczają, ponieważ roślina ciągle szuka czegoś, po czym będzie mogła się piąć (ech, gdybym miał tylko takie problemy…). Muszę poważnie rozważyć postawienie jej na stałe w jednym miejscu i „puszczenie” jej na np. okno.

W nagrodę za postępy w rozwoju roślina dostała większą doniczkę z przepuszczalną, żyzną ziemią oraz wsparcie w postaci regularnego zasilania i zraszania.

Figi w kolejnym roku

Figi w tym roku znów mają się dobrze – rosną bez problemów, wypuszczają nowe pędy (gałązki? Nie jestem pewien, czy mogę to tak nazwać), aczkolwiek jeszcze chyba nieco zbyt wcześnie, by liczyć na owoce. Owoce Fig można jak najbardziej uzyskać w warunkach domowych, ale z tych owoców wysiać nowych fig nie można – do zapylenia potrzebny jest specjalny gatunek owada, występujący tylko w klimacie śródziemnomorskim. Owoce, które wyrastają w naszym klimacie są „bezpłodne”. Cóż, ważne, że będą prawdopodobnie tak samo smaczne 🙂

Figi dziś:

Rośliny wyglądają jak swoje kopie w różnej skali

Awokado, Kakaowiec – zawieszenie kategorii

Z przykrością muszę napisać, że moje piękne awokado nie podniosło się po wielu próbach ratowania go – z rośliny został patyk, który raczej nie przejawia ochoty do życia – przytnę go, przesadzę, wymienię całkowicie ziemię i pozostawię na jakiś czas, umiarkowanie podlewając, ale nie mam wielkich nadzei, że to cokolwiek da.

Niestety hodowla kakaowca od zera w warukach domowych także okazała się zbyt trudna jak na razie – roślina po początkowym dobrym starcie straciła liście, a nowe nie wyrosły – pień przesechł i nic z tego nie dało. Tu sytuacja wygląda jeszcze gorzej, jak z Awokado, bo młoda roślina jest za słaba, by serwować jej podobną „terapię szkokową”. Jestem wiec zmuszony zawiesić i tę kategorę bloga.

Na pocieszenie – marakuja rośnie jak szalona, pitaja, ananas, figa i cytryna niewiele wolniej. Niebawem będę miał w końcu możliwość wysiać kilka innych ciekawych roślin, albo poprawić warunki obecnych. Może wtedy spróbuję znów wyhodować jakieś rośliny wymagające specjalnych warunków.

Rozsadzanie bananowca

Bananowiec ostatnimi czasy przestał rosnąć wzwyż, ale zamist tego zaczął się rozkrzewiać – oczywiście, jak to u bananowców, „rozkrzewianie” polegało na wypuszczeniu mnóstwa młodych roślin z korzeni głównej rośliny. Jeszcze w ubiegłym miesiącu roślina wyglądała tak:

To już nie jeden bananowiec – to cała „rodzinka”

 

Także uznałem, że najwyższy czas roślinę podzielić – w doniczce było już zdecydowanie zbyt ciasno. Postanowiłem, że nie będę rozdzielał wszystkich roślin osobno (wszak pora nie jest ku temu zbyt odpowiednia, a coś zrobić trzeba), tylko odseparuję najsilniejsze rośliny od tej głównej. Starając się jak najmniej zaszkodzić korzeniom udało mi się podzielić roślinę na 4:

Tak oto z jednego banana są cztery. Tadam!

 

Oczywiście, by  nie było zbyt pięknie, rośliny ciężko przechodzą asymilację do nowego środowiska – najmniejsza z roślin prawdopodobnie zdechnie, a pozostałe wyhamowały ze wzrostem. Cóż, spodziewam się ok. miesiąca bez postępów, zanim sytuacja zacznie się poprawiać. W tej sytuacji pozostaje czekać na regenarcję systemów korzeniowych, wspomagając ją obfitym podlewaniem, bez nawożenia.

cytryna wiosną pełna wigoru

Wpis nieco spóźniony, ale lepiej późno, niż wcale:

Cytryna zimę przetrwała całkiem dobrze – pierwotnie miała być w zimowym ogrodzie, by „odpocząć”, lecz z uwagi na problemy z temperaturą w nim, pozostała w warunkach pokojowych. Tam z uwagi na małą ilość światła straciła nieco liści, ale w tym momencie, długo po przesileniu wiosennym, całkowicie się zregenerowała.Choć pisanie tylko o zregenerowaniu się jest dla niej zdecydowanie krzywdzące – dziś to prawdziwa plątanina liści i młodych pędów i będę musiałw najbliższym czasie ją nieco przyciąć i udormować:

Cytryna wiosną. W doniczce wyrasta również nieco trawy dla kota, by zostawił inne rośliny w spokoju

Marakuja zadomowiła się na dobre

Od mojego ostatniego wpisu na temat Marakui nie minęło zbyt wiele czasu, a muszę dodać kolejny, tym razem dotyczący przesadzania rośliny – bo ten zabieg był konieczny z uwagi na kilka czynników: pierwszy – przyrost rośliny, drugi – fakt, że wzeszło więcej szutk, niż się spodziewałem, trzeci – zbyt mała doniczka sprawia, że ryzyko zasuszenia rośliny przy spóźnionym podlaniu jest spore. Nie chcę, by ta roślina skończyła jak papaja, którą wysiałem niedawno: wzeszła ładnie, lecz jeden dzień podlania za późno sprawiło, że młode rośliny poumierały. Tutaj tego błędu nie popełnię.

Marakuja przed przesadzeniem miała po prostu ciasno:

Ta gromada liści pochodzi z wielu roślin ściśniętych w jednej doniczce

 

A po przesadzeniu wygląda to już lepiej:

większy kaliber

 

Powoli nadchodzi czas, by montować podpórki. Pewnie się zastanawiacie, dlaczego nie podzieliłem rośliny na kilka mniejszych? Dlatego, że to byłaby spora ingerencja w system korzeniowy, a dla młodej rośliny to trudna sytuacja. Niestety boleśnie przekonałem się o tym, przesadzając niedawno kakao, które zapowiadało się super, a teraz walczy o życie 🙁 Dlatego od tamtego czasu wolę z podziałem poczekać. Większe rośliny dadzą sobie radę, młode niekoniecznie.

Spód: drenaż ze żwiru i małych kamieni, ziemia: torf i ziemia brunatna. Zasilone azofoską w granulkach.

Przesadzanie palmy królewskiej

W końcu znalazłem chwilę, by poszukać odpowiedniej doniczki i przesadzić daktylowca kanaryjskiego. Roślina ostatnimi czasy rosła ładnie, jednak niewielka doniczka skutecznie ten wzrost hamowała. Gdy wyjąłem roślinę z niej, ujrzałem taki widok:

Wielkość korzeni wskazuje, że roślina już od jakiegoś czasu wymagała przesadzenia

 

Tej plątaninie korzeni potrzeba doniczki przeznaczonej do hodowli palm: wąskiej i wysokiej. Wynika to z tego, że korzenie tej grupy roślin mają tendencję do rośnięcia jak najgłębiej zamiast rozprzestrzeniać się na boki. Na szczęcie udało mi się taką znaleźć.

Na spód doniczki obowiązkowo przyszła wartstwa żwiru i drobnych kamieni, by zapewnić drenaż – palmy nie mogą stać w wodzie, a taka warstwa skutecznie temu zapobiega. Ziemia to mieszanina ziemii brunatnej i torfowej, podsypana nawozem w granulkach (azofoska). Z gorszych wieści zauważyłem niewielkie pajęczynki między fragmentami liści – będę musiał w najbliższym czasie się tym zająć.

Po przesadzeniu roślina prezentuje się już całkiem miło dla oka:

Palma królewska w nowej doniczce. Już całkiem nieźle przypomina prawdziwą palmę 😉

Daktylowiec – postępy

Od mojego ostatniego wpisu na temat daktylowca właściwego minęło już sporo czasu. Spowodowane jest to oczywiście tym, że ten gatunek palmy nie ma jakiegoś imponującego tempa wzrostu, zwłaszcza w początkowej fazie. Na dzień dzisiejszy mogę pochwalić się taką rośliną:

Daktylowiec właściwy – kwiecień 2018

 

Poza tą rośliną, pochodzącą z Izraela posiadam rónież trzy mniejsze, pochodzące z Indii – zdjęcia nie zamieszczam, bo na razie nie ma się czym chwalić – początkowa faza wzrostu to zwykle pierwszy, długi liść, czyli raczej nic specjalnie atrakcyjnego dla oka. Ale kto wie, może w przyszłości tamte palmy przegonią ze wzrostem tę tutaj zamieszczoną. Kraj pochodzenia raczej nie wpływa na wygląd rośliny – wszak gatunek i  odmiana są takie same.

Hodowcom palm mogę doradzić, by uważać, by palmy nie przelać – bardzo nie lubią one wody stojącej w doniczce na podstawku. Zalecana doniczka to taka z niezbyt dużą średnicą, lecz przyzwoitą wysokością – korzenie palm mają tendencje do wrastania głęboko w grunt. Wiem – w moim przypadku zapewne niedługo czeka mnie przesadzanie 🙂