Inne interesujące rośliny hodowane przeze mnie

W tej serii wpisów chciałbym opisać, jakie jeszcze rośliny posiadam i które rosną lepiej, a z którymi mam problem. Na początek (umiarkowane) sukcesy:

Papirus:
Cibora papirusowa, zwana potocznie papirusem, to roślina pochodząca z Afryki, jednak powszechnie uprawiana w wielu miejscach na Świecie. Z uwagi na to, że roślina ta pochodzi ze strefy klimatycznej, z której związana jest tematyka bloga, postanowiłem ją także uprawiać – nie jest to trudne, a z uwagi na powszechność papirusów nie będę tworzył dla niej osobnej kategorii. Z moich spostrzeżeń mogę wspomnieć o ogromnej ilości wody, jaką potrafi pochłaniać – obficie podlewać ją należy praktycznie codziennie, nie wolno dopuścić do przesuszenia, ponieważ wtedy będą zauważalne przyschnięcia liści występujących na kłączu – widać to na jednym ze zdjęć.
Papirusa zacząłem hodować jesienią, czyli stosunkowo niedawno, poprzez ukorzenienie kłącza w wodzie (piuropuszem liści w dół, całkowicie zamoczone, aż puści korzenie). Dziś roślina wygląda całkiem nieźle, a „startowała” jednynie z trzech ukorzenionych łodyg.
DSC_0051
Powyżej zdjęcie z okolic końca ubiegłego roku, poniżej zrobione w ubiegłym miesiącu:
dav

Fikus:
Druga hodowana przeze mnie roślina nazywa się fikus tępy – gatunek fikusa w miarę nadający się na formowanie z niego bonsai. Kupiona przeze mnie (za ok. 9 zł w Auchan) około dwa lata temu roślina zaczynała jako przycięta bulwa z trzema cienkimi, dwudziestokilkucentymetrowymi pędami. Dziś już zaczyna przypominać coś w stylu drzewka bonsai, aczkolwiek przed nią jeszcze sporo przycinania i formowania. Z uwagi na to, że mój blog nie jest poświęcony tej szlachetnej sztuce przycinania roślin, wspomnę tylko, że na przestrzeni lat musiałem moją roślinę wielokrotnie przycinać, formować za pomocą drutów i opiekować się jej wzrostem. Szczęśliwie, co do tego ostatniego nie miała specjalnych wymagań – niezbyt częste podlewanie i umiarkowane zasilanie okazało się wystarczające. Nie było również problemów z niedoborami światła zimą.
DSC_0020

W poczet częściowych porażek mogę zaliczyć Różę miniaturową:

Ostatnia roślina warta wspomnienia, to róża miniaturowa – trafiła pod moją opiekę w kiepskim stanie – ziemia, w której się znajdowała, nie nadawała się do niczego i pierwsze, co należało z nią zrobić, to przesadzić wraz z możliwie dużą wymianą podłoża. Zdecydowałem się na mieszankę ziemi brunatnej i z domieszką torfowej (jak ostatnio często u mnie). Niestety to nie był koniec problemów – krótko po przesadzeniu roślina uległa atakowi przędziorka – popularnego pajęczaka, pasożyta żerującego na osłabionych roślinach. Z 4 roślin u podstawy (bo te róże sprzedawane są „w grupach”, by wyglądać okazalej w doniczce) 3 całkowicie straciły liście, jedna ciężko, ale przetrwała atak szkodnika. W kuracji starałem się nie używać chemii, więc pozostało czyszczenie każdego liścia i łodygi wilgotną szmatką – po kilkukrotnym, regularnym usuwaniu w ten sposób szkodnika udało mi się go czasowo zwalczyć i roślinie zaczęły rosnąć nowe liście – co widać na ostatnim zdjęciu.
Co prawda róży miniaturowej nijak nie można zakwalifikować ani do roślin tropikalnych, ani do śródziemnomorskich, ale pielęgnacja, która była konieczna, by roślina przeżyła może okazać się przydatna również w przypadku opieki nad innymi roślinami.

Róża w dniu jej otrzymania (niestety nie planowałem jej wrzucać na bloga, więc mam jednynie takie zdjęcie):
dav
Po ataku szkodnika i zwalczeniu go roślina wygląda tak:
dav
Niestety walka z przędziorkiem nie jest jeszcze zakończona – jeśli nie usunie się dokładnie wszystkiego (lub nie użyja środka chemicznego, np. Talstaru), to roślina może zostać zaatakowana ponownie – tak się niestety u mnie stało. Cóż, nauczka na przyszłość.

Tagged: Tags

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *